Tęsknię za i tęsknię do. Tęsknię za wystawianiem twarzy do słońca w oczekiwaniu na autobus. Za wiatrem, który nosi różne temperatury i zostawia je gościnnie na moich ustach – tam, gdzie odczuwam je najwyraźniej. Za zapachami pchającymi mi się do nosa bez żadnych przeszkód. Za chodzeniem po świecie wolno, swobodnie, bez przygotowanych argumentów na to, czemu akurat jestem gdzieś, a nie w domu. Za zostawaniem w nim z wyboru, a nie z braku wyjścia. Tęsknię za obiadami na mieście, piknikami w parku, spontanicznością i różnorodnością. Tęsknię za byciem w podróży. Tęsknię za moją wolnością – wyglądu, miejsca do bycia, przemieszczania się, korzystania ze świata, w którym żyję. Ale wiem, że ona gdzieś tam jest i czeka na mnie. A najbardziej to tęsknię za przytulaniem przyjaciół bez pytania o to, czy się nie boją. Moje „tęsknoty do” niektórzy nazywają marzeniami albo życzeniami. A ja tęsknię do zmian w świe...